Uwielbiam chwile jak ta z wczoraj. Jest późno. Uparłem się i pracowałem którąś godzinę. Nie liczę nawet którą. Nie no, żartuję, wiem która godzina to była: czternasta godzina pracy. Wyszedłem na zewnątrz by na chwilę odświeżyć głowę i zacząłem chodzić w kółko. Głowa tak bardzo była zmęczona pisaniem, że nie było miejsca na nic innego. Ot, chodzę z pustakiem, który myśli o niebieskich migdałach, w kółko i kółko, po placu mojej kamienicy.
Jestem zadowolony. Uch, wyznaczyłem sobie cel, i osiągnąłem go. To, że siedziałem trochę dłużej niż chciałem? Zdarza się. Było fajnie. Miły, przyjemny projekcik. Można się z nim zakolegować. I z czasem spędzanym na nim. Z dużym, wielkim uśmiechem.
Uwielbiam dokonywać takie rzeczy. Cuda na patyku, o których wiem, że nikt nigdy tego wcześniej nie zrobił. Ha! Mi się udało, teraz da się, i co z teraz powiecie? Jakie macie wymówki? I jakie ja mam wymówki, by tego w przyszłości nie powtórzyć i przebić? Żadnych!
To cyk do pracy.
Choćby nie wiem co, nic mnie nie powstrzyma przed tym, by skończyć projekt w wyznaczonym przez siebie terminie. Nawet meteoryt, niech wybuchnie wojna, nie wiem, krowami z nieba rzuca: jak coś powiem, to tak zrobię.
Nikt mnie nie zatrzyma.
To tyle na dzisiaj z mojego blogu. Ot, bzdurki, ani nic ni wnoszą, ani nie są o czymś ciekawym, ale cóż, ja tam jestem zadowolon, bo miałem banana je opisując!